Autor: Tellomi

Lewy dolny rógOpowiadanie o piłce nożnej dla dzieci

około 8–10 lat · Około 10 min czytania

Wiek
około 8–10 lat
Czas czytania
Około 10 min
Format
Długie opowiadanie
Kolekcje
ZłośćOdwagaEmocjeDługie opowiadania9 lat10 lat8 lat

W oknie drukowania możesz wybrać „Zapisz jako PDF”.

Wielkość tekstu: 1 z 3

Na boisku za szkolną salą gimnastyczną było tego dnia głośniej niż na przerwie. Drużyna Szkoły Podstawowej numer cztery grała w półfinale turnieju z Trójką zza rzeki. Rodzice stali przy siatce, ktoś przyniósł bęben, a pan Rafał, trener, chodził wzdłuż linii bocznej z rękami w kieszeniach bluzy i co chwilę coś podpowiadał.

Miłosz grał w pomocy. Biegał tak dużo, że pod koniec meczu czuł każdy mięsień w łydkach. Było jeden do jednego. W ostatniej minucie Kuba trafił w poprzeczkę, a cała ławka rezerwowych jęknęła jednym głosem. Sędzia zagwizdał. Remis. O finale miały zdecydować rzuty karne.

Pan Rafał zebrał ich w kółko. – Potrzebuję pięciorga strzelających – powiedział spokojnie. – Kto czuje się na siłach? Miłosz podniósł rękę jako trzeci. Na treningach zawsze trafiał karne. Zawsze w ten sam róg, lewy dolny, płasko i mocno.

Pierwsze dwie serie obie drużyny wykorzystały. W trzeciej na bramce stanęła Wiktoria i obroniła strzał chłopaka z Trójki, rzucając się szczupakiem w prawo. Rodzice przy siatce zaczęli klaskać. Teraz szedł Miłosz. Jeśli trafi, Czwórka wyjdzie na prowadzenie.

Położył piłkę na białym punkcie. Nagle boisko zrobiło się bardzo ciche, chociaż wcale nie było ciche. Bramkarz z Trójki był wysoki i stał trochę bardziej po lewej stronie. Miłosz pomyślał: „Zmienię róg”. Potem pomyślał: „Nie, nie zmienię”. Potem sędzia gwizdnął, a on dalej nie wiedział. Kopnął w środek, niezbyt mocno. Bramkarz nie musiał się nawet rzucać. Złapał piłkę i przycisnął ją do brzucha.

W czwartej serii obie drużyny trafiły. W piątej Trójka strzeliła gola, a strzał Oli odbił się od słupka. Koniec. Zawodnicy Czwórki usiedli na trawie. Ktoś płakał, ktoś rzucił rękawicami. Kuba poklepał Miłosza po plecach, ale Miłosz strząsnął jego rękę. Poszedł prosto do torby, wepchnął do niej ochraniacze tak mocno, że zamek się zaciął, i powiedział przez zęby: – Nigdy więcej nie strzelam karnych. Nigdy.

W samochodzie tata nic nie mówił o meczu. Włączył cicho radio i tylko raz zapytał, czy Miłosz chce wody. Miłosz patrzył w szybę. W głowie cały czas widział tę samą scenę: piłka toczy się prosto w ręce bramkarza, a on stoi i nie może jej zawrócić. Policzki paliły go ze wstydu, a w brzuchu siedziała złość, twarda jak kamień.

– Gdybym trafił, Ola w ogóle nie musiałaby strzelać – powiedział w końcu. – Możliwe – odparł tata. – A może nie. Tego już się nie dowiemy. Chcesz o tym pogadać teraz czy później? – Nigdy. – Dobra. To później.

Na obiad była pomidorowa, którą Miłosz lubił najbardziej, ale zjadł tylko pół talerza. Wieczorem powiesił koszulkę z numerem siedem na krześle tyłem, żeby nie widzieć numeru. Piłkę wsunął głęboko pod łóżko.

W niedzielę Kuba napisał do niego przez tablet mamy: „Gramy pod blokiem o piątej?”. Miłosz odpisał tylko: „Nie”. Potem długo patrzył na ekran i czekał, czy Kuba napisze coś jeszcze. Kuba przysłał naklejkę z bramkarzem, który śpi w bramce. Miłosz się nie uśmiechnął, ale nie skasował jej.

We wtorek był trening. Miłosz powiedział mamie, że boli go noga. Mama popatrzyła na niego uważnie. – Która? – zapytała. Miłosz nie pamiętał, którą sobie wymyślił. Westchnął i poszedł się przebrać.

Na boisku nikt nie wspominał o półfinale. Zrobili rozgrzewkę, potem podania w parach i grę na małe bramki. Miłosz biegał, ale trzymał się z boku i odzywał się tylko wtedy, kiedy musiał. Pod koniec pan Rafał postawił piłkę na punkcie karnym. – Dziś każdy strzela po trzy karne – ogłosił. – Wiktoria na bramce. Kto nie chce, nie musi. Kto chce, najpierw mówi mi na ucho, w który róg strzeli. I ma się tego trzymać.

Dzieci ustawiły się w kolejce. Miłosz stanął z boku, przy słupku, z rękami skrzyżowanymi na piersi. Między strzałami podeszła do niego Wiktoria w za dużych rękawicach bramkarskich. – Wiesz, że w zeszłym roku w finale puściłam gola między nogami? – powiedziała. – Po strzale z połowy boiska. Takim zupełnie słabym. – Serio? – Serio. Przez tydzień nie chciałam stawać na bramce. Potem mi przeszło, bo nikt inny nie chciał.

Miłosz parsknął śmiechem, choć wcale nie miał zamiaru. Kiedy kolejka się skończyła, podszedł do trenera. Pan Rafał nachylił się, a Miłosz szepnął mu do ucha: – Lewy dolny. – Trzymasz się tego? – Trzymam.

Położył piłkę na punkcie. Znowu zrobiło się cicho, tym razem naprawdę, bo wszyscy patrzyli. Wiktoria przestępowała z nogi na nogę i machała rękawicami. Miłosz nie myślał o tamtym bramkarzu ani o Trójce. Myślał tylko o lewym dolnym rogu. Zrobił trzy kroki rozbiegu i kopnął płasko i mocno.

Piłka wpadła do siatki tuż przy słupku. Wiktoria rzuciła się w dobrą stronę, ale nie sięgnęła. Nikt nie wiwatował, Kuba tylko uniósł kciuk. Drugi strzał też wpadł. Trzeci Wiktoria obroniła i wyszczerzyła się tak szeroko, że Miłosz też musiał się uśmiechnąć.

– Następny turniej jest w maju – powiedział pan Rafał, zbierając pachołki. – Karne będziemy ćwiczyć co tydzień, do znudzenia. A bez karnych w ogóle nie byłoby półfinału. Pamiętacie ćwierćfinał? Miłosz pamiętał. Wtedy też strzelał i trafił w lewy dolny róg. Miłosz pomógł mu zanieść siatkę z piłkami do magazynku. Pierwszy raz od soboty nie czuł kamienia w brzuchu. Był za to okropnie głodny.

Wieczorem zjadł dwie kanapki i wyciągnął piłkę spod łóżka. Wytarł z niej kurz i położył na półce, obok medalu z zeszłorocznego turnieju. Koszulkę z siódemką odwrócił numerem do przodu. Za oknem ktoś jeszcze odbijał piłkę o ścianę garażu, rytmicznie i cicho, i przy tym dźwięku Miłosz zasnął szybciej, niż się spodziewał.

Źródło: https://www.tellomi.pl/bajki/opowiadanie-o-pilce-noznej-dla-dzieci

Kolejna bajka może być o Twoim dziecku

Zachowamy pomysł z „Lewy dolny róg” w kreatorze. Wybierzesz bohatera, a Tellomi napisze nową opowieść.

Tworzenie wymaga konta rodzica. Pierwsza bajka za 0 zł, bez karty.

Stwórz podobną bajkę

Przeczytajcie też