Autor: Tellomi

Czwarty księżyc JowiszaOpowiadanie o kosmosie dla dzieci

około 8–9 lat · Około 10 min czytania

Wiek
około 8–9 lat
Czas czytania
Około 10 min
Format
Długie opowiadanie
Kolekcje
KosmosDługie opowiadania9 lat8 lat

W oknie drukowania możesz wybrać „Zapisz jako PDF”.

Wielkość tekstu: 1 z 3

Teleskop babci Ireny przez cały rok stał w szafie w przedpokoju, w długim szarym pokrowcu. Babcia wyciągała go tylko w pogodne noce. Tego dnia zadzwoniła do Antka jeszcze przed kolacją: – Prognoza mówi, że niebo będzie czyste, a Jowisz stoi wieczorem wysoko. Przyjdziesz?

Antek przyszedł z czapką, rękawiczkami i zeszytem w kratkę. Babcia mieszkała na czwartym piętrze, a jej balkon wychodził na park, gdzie latarnie świeciły słabiej niż na ulicy. Razem rozstawili trójnóg, przykręcili do niego teleskop i skierowali go w stronę nieba. Był to niewielki teleskop soczewkowy, niewiele dłuższy od ręki Antka. – Najważniejsza zasada – powiedziała babcia, zanim cokolwiek zrobili. – Nigdy nie kierujemy go na Słońce. Ani w dzień, ani o zachodzie, ani nawet przez sekundę.

– Nie patrzymy od razu – powiedziała babcia. – Teleskop przyszedł z ciepłego mieszkania. Musi się ochłodzić, bo inaczej powietrze w środku drga i obraz faluje. Dajmy mu kwadrans. A my przez ten czas przyzwyczaimy oczy do ciemności.

Usiedli na taboretach i zgasili lampę w pokoju. Po kilku minutach Antek zobaczył więcej gwiazd niż na początku, jakby ktoś je dosypał. Nad dachami świecił Księżyc, trochę większy niż połówka. – Zaczniemy od niego – zdecydowała babcia. – Jest najbliżej.

W okularze Księżyc był tak jasny, że Antek aż zmrużył oko. Potem zobaczył szczegóły: szare, gładkie plamy i mnóstwo okrągłych kraterów. Najwyraźniej widać je było na granicy, gdzie jasna część stykała się z ciemną. – Tam na Księżycu właśnie wschodzi słońce – wyjaśniła babcia. – Góry i brzegi kraterów rzucają długie cienie, więc wszystko wygląda na wypukłe. A te ciemne plamy ludzie dawno temu nazwali morzami. Tylko że nie ma w nich wody. To zastygła lawa.

– Daleko jest ten Księżyc? – Średnio trzysta osiemdziesiąt cztery tysiące kilometrów. Światło leci stamtąd do nas trochę ponad sekundę. Czyli widzisz Księżyc taki, jaki był przed chwileczką.

Antek chciał powiedzieć, że to prawie nic, ale właśnie wtedy obraz w okularze zrobił się mleczny. Podniósł głowę. Od zachodu nadpływały chmury, szare na tle ciemnego nieba, i po kolei gasiły gwiazdy. Po chwili zniknął i Księżyc.

– No nie! – jęknął Antek. – Akurat teraz! Babcia spojrzała w niebo, a potem na zegarek. – Wiatr jest dość mocny, a takie chmury często szybko przechodzą. Zrobię herbatę, a ty narysuj w zeszycie to, co zdążyłeś zobaczyć. Astronomowie dużo czekają. Czasem całą noc.

Antek narysował półkole Księżyca i kratery, które zapamiętał. Babcia przyniosła dwa kubki herbaty malinowej i koc. Opowiedziała mu o Galileuszu, który w 1610 roku skierował na Jowisza swoją lunetę i zobaczył obok niego cztery małe światełka. Przez wiele nocy zapisywał, gdzie się znajdują, i zauważył, że zmieniają miejsca. Zrozumiał, że krążą wokół Jowisza. – Jego luneta była słabsza niż nasz teleskop – dodała babcia. – A i tak to odkrył, bo był cierpliwy i wszystko notował.

Chmury sunęły nad parkiem. Raz pokazał się między nimi skrawek gwiazd, potem znowu wszystko zaszło. Antek dwa razy chciał powiedzieć, że może już wracać do środka, i dwa razy ugryzł się w język. Herbata w kubku zdążyła wystygnąć. Babcia opowiadała w tym czasie, jak jako dziewczynka leżała z tatą na kocu na działce i liczyli spadające gwiazdy przez starą lornetkę. – Połowę nocy przespałam – przyznała. – Ale jedną widziałam, zieloną.

Wreszcie chmury odpłynęły na wschód, a niebo zrobiło się czyste jak umyta szyba. Babcia pokazała palcem jasny punkt wysoko nad parkiem. – Widzisz? Świeci równo, prawie nie mruga. Gwiazdy są tak daleko, że nawet w teleskopie zostają malutkimi punkcikami, a drgające powietrze łatwo nimi miota. Planeta jest bliżej, więc mniej migocze. To Jowisz, największa planeta Układu Słonecznego. Zmieściłoby się w nim ponad tysiąc takich planet jak Ziemia. Nie ma twardej powierzchni, na której dałoby się stanąć, tylko grube warstwy gazów i chmur.

Babcia długo celowała, poprawiała i kręciła pokrętłem ostrości. Potem odsunęła się od okularu. Antek przyłożył oko i zamarł. Jowisz był maleńką kremową kulką z dwoma ciemniejszymi paskami. Obok niego, w jednej linii, jak koraliki na nitce, świeciły trzy drobne punkty.

– Księżyce! – szepnął. – Ale są tylko trzy. Galileusz widział cztery. – Czwarty pewnie schował się za Jowiszem albo przechodzi akurat na jego tle i zlewa się z tarczą – powiedziała babcia. – Te cztery największe księżyce to Io, Europa, Ganimedes i Kallisto. Ganimedes jest największym księżycem w całym Układzie Słonecznym. Jest większy nawet od planety Merkury.

Antek narysował w zeszycie kółko z paskami i trzy kropki: dwie po lewej, jedną po prawej. Obok zapisał godzinę. Babcia pochyliła się nad rysunkiem. – Światło, które przed chwilą wpadło ci do oka, wyleciało od Jowisza ponad pół godziny temu. Mniej więcej wtedy, kiedy nad parkiem wisiały jeszcze chmury.

Posiedzieli dłużej. Babcia pokazała Antkowi, jak delikatnie przesuwać teleskop, żeby Jowisz nie uciekł z pola widzenia, bo Ziemia cały czas się obraca i niebo powoli przesuwa się nad balkonem. Kiedy po trzech kwadransach Antek znowu spojrzał w okular, przy lewej krawędzi planety pojawił się czwarty, najsłabszy punkcik, zupełnie jakby ktoś zapalił tam małą lampkę.

– Jest! – Antek aż podskoczył na taborecie. – Wyszedł zza Jowisza! Dorysował czwartą kropkę i zapisał nową godzinę. Na jednej stronie zeszytu miał teraz dwa rysunki tego samego nieba, trochę różne, tak jak na kartkach Galileusza.

Potem zrobiło się naprawdę zimno. Złożyli trójnóg, a teleskop wrócił do szarego pokrowca. Antek nocował u babci, więc umył zęby, położył się na rozkładanej kanapie i zostawił odsuniętą zasłonę. Przez szybę widział jasny punkt Jowisza nad parkiem. Księżyców gołym okiem już nie dostrzegał, ale wiedział, że tam są i krążą dalej, powoli, przez całą noc.

Zeszyt w kratkę leżał pod poduszką. Babcia w kuchni płukała kubki po herbacie. Chmury wróciły i znowu zasłoniły niebo, ale tym razem Antek wcale się tym nie przejął. Zasnął, zanim babcia zgasiła światło w przedpokoju.

Źródło: https://www.tellomi.pl/bajki/opowiadanie-o-kosmosie-dla-dzieci

Kolejna bajka może być o Twoim dziecku

Zachowamy pomysł z „Czwarty księżyc Jowisza” w kreatorze. Wybierzesz bohatera, a Tellomi napisze nową opowieść.

Tworzenie wymaga konta rodzica. Pierwsza bajka za 0 zł, bez karty.

Stwórz podobną bajkę

Przeczytajcie też