Autor: Tellomi
Cień w sali dinozaurówOpowiadanie o dinozaurach dla dzieci
około 7–9 lat · Około 9 min czytania
- Wiek
- około 7–9 lat
- Czas czytania
- Około 9 min
- Format
- Bajka do czytania
- Kolekcje
- DinozauryStrach9 lat8 lat7 lat
W oknie drukowania możesz wybrać „Zapisz jako PDF”.
Druga b przyjechała do Muzeum Przyrodniczego w piątek po lekcjach. Każdy ciągnął za sobą śpiwór, karimatę i latarkę, bo tej nocy cała klasa miała spać w muzeum. Kacper czekał na ten dzień od miesiąca i skreślał w kalendarzu kolejne kratki czerwonym flamastrem.
Po kolacji z kanapek pani Halina, przewodniczka w zielonym swetrze, zaprowadziła ich do największej sali. Pod wysokim sufitem stał szkielet tarbozaura. Był prawie tak długi jak autobus, a jego czaszka, pełna zębów grubych jak banany, wisiała wysoko nad głowami dzieci. Wokół, w gablotach, leżały skamieniałe jaja, odcisk trójpalczastej łapy w kamieniu i pojedynczy ząb wielki jak marchewka.
– To odlew, czyli bardzo dokładna kopia – powiedziała pani Halina. – Prawdziwe skamieniałe kości są ciężkie i cenne, dlatego często przechowuje się je w pracowniach. Szczątki tarbozaurów wykopywali między innymi polscy naukowcy. Kilkadziesiąt lat temu jeździli na pustynię Gobi w Mongolii na wyprawy, którymi kierowała paleontolożka Zofia Kielan-Jaworowska.
– Ile on ma lat? – zapytała Oliwka, która zawsze pytała pierwsza.
– Żył mniej więcej siedemdziesiąt milionów lat temu. To bliski krewny tyranozaura, tylko że tyranozaur żył w Ameryce Północnej, a tarbozaur w Azji. Popatrzcie na przednie łapy: są malutkie i mają tylko po dwa palce. Naukowcy do dziś się spierają, do czego mu właściwie służyły.
Kacper podniósł rękę. – A skąd wiadomo, że te kości są aż tak stare? – Między innymi po skałach, w których leżały. A kości przez miliony lat zamieniały się w kamień – wyjaśniła pani Halina. – Woda wnikała w nie i zostawiała w środku minerały. Dlatego skamieniałość jest ciężka jak skała. I jeszcze jedno: dinozaury żyły na Ziemi bardzo długo. Stegozaury chodziły po niej tak dawno przed tarbozaurami, że dzieliło je więcej czasu niż tarbozaura i nas.
Wieczorem pan Marek, wychowawca, zgasił duże lampy. Dzieci rozłożyły śpiwory w rzędzie pod ścianą, naprzeciwko szkieletu. Świeciły tylko zielone znaczki nad drzwiami z napisem „Wyjście”. Ktoś jeszcze szeptał, ktoś szeleścił papierkiem po cukierku, a potem zrobiło się cicho.
Kacper nie mógł zasnąć. Leżał na plecach i patrzył na ścianę. Nagle na białym tynku pojawił się wielki cień: głowa z otwartą paszczą, rząd zębów, długa szyja. Cień przesunął się powoli w bok, urósł, a potem zniknął, jakby tarbozaur odwrócił głowę.
Kacper wstrzymał oddech. Spojrzał na szkielet – stał dokładnie tak samo jak wieczorem. Szturchnął Oliwkę. – Oliwka. Dinozaur rzuca cień. I ten cień się rusza. Oliwka usiadła, owinięta śpiworem jak gąsienica. – Szkielety się nie ruszają – szepnęła. – Czekaj. Popatrzmy.
Patrzyli długo. Ściana była pusta. Potem gdzieś za oknami cicho zaszumiało i cień znów wypłynął na tynk: najpierw mały i rozmyty, potem ostry i ogromny. Przejechał przez ścianę od lewej do prawej i zgasł. – Znowu! – syknął Kacper. – Liczę, ile to trwa.
Kacper liczył, a Oliwka rozglądała się po sali. – Cień robi się wtedy, kiedy coś zasłania światło – szepnęła. – Czyli gdzieś musi być światło. W wysokich oknach wisiały rolety, ale jedna nie domykała się do końca i zostawiała szparę. Znowu zaszumiało. Ulicą przejechał samochód, jego reflektory błysnęły w szparze, przeszły przez czaszkę tarbozaura – i na ścianie znów przepłynął zębaty cień.
– Samochody! – wyszeptali oboje naraz i musieli zakryć usta, żeby nie wybuchnąć śmiechem. – Samochód jedzie, światło się przesuwa, to i cień się przesuwa – powiedział Kacper. – Jak w teatrze cieni.
Wtedy przy drzwiach zamigotało małe światełko. To pani Halina robiła nocny obchód z latarką. – Nie śpicie? – zapytała cicho i przykucnęła przy nich. Kacper opowiedział jej o cieniu, o liczeniu i o szparze w rolecie. Pani Halina się uśmiechnęła. – My tu mówimy na niego nocny spacerowicz. Pracownicy znają go od lat, ale mało kto odkrywa go sam, w dodatku po ciemku.
Postawiła latarkę na podłodze tak, że świeciła na ścianę. Oliwka złożyła dłonie i poruszyła palcami. Na tynku pojawił się ptak z rozłożonymi skrzydłami. – O, ptak – szepnęła pani Halina. – Bardzo pasuje. Wiecie, że ptaki pochodzą od dinozaurów? Wróble i gołębie za oknem to dalecy krewni tego tarbozaura. Niektóre dinozaury drapieżne miały nawet pióra. Kacper spróbował zrobić dłońmi paszczę tarbozaura, ale wyszedł mu raczej krokodyl. – Krokodyle to też krewni dinozaurów, tylko dalsi – pocieszyła go pani Halina.
– A on też rzucał cień, kiedy żył? – zapytał Kacper. – Oczywiście. Tylko że wtedy tam, gdzie dziś jest pustynia Gobi, płynęły rzeki i rosły drzewa. Słońce świeciło na niego tak samo jak na was, kiedy rano idziecie do szkoły.
Pani Halina zgasiła latarkę i poszła dalej korytarzem. Oliwka zwinęła się w śpiworze i po chwili oddychała równo i cicho. Kacper jeszcze leżał z otwartymi oczami. Za oknem zaszumiało. Po ścianie przepłynął cień tarbozaura, spokojny i powolny, jakby wybrał się na wieczorny spacer nad rzekę.
Kacper zaczął liczyć samochody zamiast owiec. Jeden cień, drugi cień, trzeci. Przy czwartym powieki zrobiły mu się ciężkie jak skamieniałe kości. Nad nim, w półmroku, tarbozaur stał bez ruchu i pilnował śpiącej drugiej b aż do rana.
Źródło: https://www.tellomi.pl/bajki/opowiadanie-o-dinozaurach
Kolejna bajka może być o Twoim dziecku
Zachowamy pomysł z „Cień w sali dinozaurów” w kreatorze. Wybierzesz bohatera, a Tellomi napisze nową opowieść.
Tworzenie wymaga konta rodzica. Pierwsza bajka za 0 zł, bez karty.


